Aktualności
2010-03-24Ludzki wymiar Wielkiejnocy
2009-11-30Odzyskaj sens świąt
Woodstock na Torwarze
Kto widział na tegorocznym Przystanku Woodstock koncert z okazji 40. rocznicy festiwalu Woodstock, ten 2 grudnia 2009 roku będzie chciał być na Torwarze w Warszawie. Kto nie widział – tym bardziej powinien chcieć być tego dnia na Torwarze. A kto nie widział i nie chce być tego dnia na Torwarze, powinien jak najszybciej zmienić zdanie. Dla własnego dobra. I dla dobra chorych dzieci.
ciąg dalszy »Cytaty miesiąca
kwiecień 2010
To, co dobre, mądre i piękne może zdarzyć się wszędzie. Nawet tam, gdzie się nie zdarza. W polityce. A zdarzyć się to może wtedy, kiedy politycy przestają być politykami. I zaczynają być ludźmi. Albowiem być politykiem jest nieporównanie łatwiej niż być człowiekiem. Nieporównanie łatwiej to zresztą mało powiedziane. A już rzeczą najtrudniejszą z trudnych jest być w polityce człowiekiem. I kiedy dwóm ludziom, których teoretycznie, oficjalnie, formalnie i pod każdym innym względem, według tych, tamtych i jeszcze innych, miało dzielić wiele, a wręcz wiele więcej niż wiele, a – według koncyliacyjnych inaczej – nawet wszystko, uda się ta najtrudniejsza ze sztuk, to okazuje się, że w jednej chwili nie dzieli ich nic. A nic tak ludzi nie łączy jak to, że nic ich nie dzieli. I nic tak nie pokazuje, że nic ich nie dzieli, jak zwykły, prosty, ludzki gest. Tak zwykły, tak prosty, tak ludzki, że go n i c nie opisze.
Gest duszoszczypatielny – jak pięknie mawiają Rosjanie.*
To, co dobre, mądre i piękne może zdarzyć się wszędzie. Może, ale zdarza się nie tak, jak powinno się zdarzać. Bo za rzadko. Bo za krótko. Bo za późno. A zdarza się za rzadko, za krótko i za późno dlatego, że lekcje tego, co najważniejsze, pobieramy właściwie tylko u jednej nauczycielki. Nie do końca wiadomo dlaczego akurat u niej, szczególnie że nauczycielka ta jest bezduszna, bezwzględna i bezlitosna. Niesprawiedliwa i zła. Agresywna i brutalna. Nie ma żadnych skrupułów. Ani wyrzutów sumienia. Ani sumienia. Ani trochę. Właściwie to ona ma same wady. I to te najgorsze. Z zalet nie sposób odmówić jej tylko jednej - jest skuteczna. Skuteczna jak nic innego. Skuteczna do bólu. Skuteczna, że aż strach. I ta oto nauczycielka daje nam lekcje życia. Uczy. Pokory. Empatii. Dobroci. Wrażliwości. I tym podobnych, niepraktycznych, niedzisiejszych, niepoważanych i zupełnie niepotrzebnych do życia cech, bez których życie byłoby takim samym życiem, jakim jest, tylko z tą różnicą, że byłoby nie do życia. Ale ta nauczycielka nie uczy za darmo. Jest bowiem wyjątkowo pazerna na życie. Jej lekcje kosztują. Nadzieję. Wiarę. Miłość. Taka to już ona jest. Za każdą lekcję każe sobie płacić najwyższą cenę. Bardzo często ogołaca nas ze wszystkiego, co mamy. Ze wszystkiego, bez czego nie mamy już nic. Owszem, koniec końców to dobrze, że chociaż ona nas uczy. Największy kłopot jednak w tym, że d l a c z e g o d o p i e r o ona?
To, co dobre, mądre i piękne może zdarzyć się wszędzie. Może, ale czy zdąży się wydarzyć zanim ponownie przyjdzie do nas nasza – delikatnie mówiąc – najmniej ulubiona nauczycielka? Czy zdąży się to wydarzyć w przerwie przed kolejną jej lekcją? Czy będziemy zdolni nauczyć się równie skutecznie tego wszystkiego, czego ona nas uczy, ale nie od niej? I to najlepiej na długo zanim ona nadejdzie? We Wszechświecie – przynajmniej jak na razie – prawie nic od nas nie zależy, ale akurat odpowiedzi na te pytania mieszczą się w tym naszym niebywale nikłym prawie. Przez minione dwa i pół miliona lat przechodziliśmy z klasy do klasy na miernych. Jeśli się pogorszymy, nasza nauczycielka zrobi wszystko co w jej mocy, żebyśmy dalej nie przeszli. Ale jeśli się podciągniemy, to – kto wie – może kiedyś zostaniemy ludźmi. A jak nasze świadectwo będzie bardzo dobre, to może nawet ludźmi przez duże L. Takimi, dla których to nie Atropos będzie nauczycielką, lecz którzy będą umieli żyć tak, jak gdyby to ona nią była.
A ona, ta najstarsza z Mojr, kiedy już przestanie nas uczyć, nie będzie niczym więcej jak tylko nikomu nie potrzebną śmiercią.
*„Dziś na krwi przelanej 70 lat temu w Katyniu i w sobotę (10 kwietnia 2010 - przyp. red.) pod Smoleńskiem rodzi się autentyczna polsko-rosyjska wspólnota losów. Dziękujemy wam – bracia Moskale – za współczucie, zrozumienie, spontaniczne akty solidarności i wszelką pomoc w związku z katastrofą.
Każda śmierć boli i wydaje się bezsensowna. Ale z waszej reakcji na tragedię pod Smoleńskiem może wyniknąć dobro dla obu naszych tak doświadczonych przez przeszłość narodów.”
Pod powyższymi słowami Adama Michnika, które pochodzą z artykułu zatytułowanego „Coś w naszych sercach drgnęło”, jaki zamieścił w „Gazecie Wyborczej”, podpisujemy się i my – portal „W stronę wartości”. I także – pod dyktando naszych serc – mówimy:
Спасибо вам, дорогие друзья. Спасибо, Россия.












